00-454 Warszawa ul. Czerniakowska 126a m 4
   Telefon/Fax: +48 22 841-41-92, +48 22 841-94-60
   e-mail: biuro@pzszach.org.pl
AKTUALNOŚCI | KONTAKT | KALENDARZ | KOMISJE | PZSZACH | FINANSE | REGULAMINY | ZWIĄZKI WOJEWÓDZKIE | AKADEMIA | WWW | PLIKI | CENTRALNY REJESTR

 
ZMIANA W BIURZE PZSZACH
Data utworzenia: 2010-09-03 | Autor: Dorota Rzepecka | Odsłon: 428
Z dniem 4 września 2010 r. pracę na stanowisku Dyrektora Biura PZSzach kończy, za obopólnym porozumieniem, Wojciech Gryciuk. Jego obowiązki zgodził się przejąć od 5 września br. Sekretarz Generalny PZSzach Tomasz Delega, który został zatrudniony w Biurze PZSzach na pół etatu.

Ponieważ Pan Wojciech zadeklarował pracę społeczną na rzecz szachów, będzie on wspierał działania PZSzach uczestnicząc w komisji Szachy w Szkole oraz w wybranych projektach wydawniczych i tworzeniu Związkowych zasobów cyfrowych.

Polski Związek Szachowy składa podziękowania Wojciechowi Gryciukowi za 6 miesięcy wspólnej pracy, a Tomaszowi Deledze życzy wielu sukcesów w zarządzaniu Biurem Związku.

Z szachowym pozdrowieniem

Prezes PZSzach
Tomasz Sielicki
 
WIZYTA WŁADZ ECU W WARSZAWIE
Data utworzenia: 2010-09-02 | Autor: Wojciech Gryciuk | Odsłon: 361

Władze ECU w Warszawie




Horst Metzing
, Sekretarz Generalny European Chess Union (ECU), oraz Dirk de Ridder, Dyrektor ds. Organizacji Turniejów ECU, odwiedzili Warszawę w dniach 30 sierpnia – 1 września 2010 r. Celem wizyty była ocena oferty PZSzach, związanej z udziałem w konkursie na organizację Drużynowych Mistrzostw Europy w Szachach w 2013 r. Raport z pobytu zostanie opracowany do 10 września 2010 r., a rozstrzygnięcie konkursu nastąpi na Kongresie ECU, który odbędzie się pod koniec bieżącego miesiąca na olimpiadzie szachowej w Chanty-Mansijsku.

W konkursie, oprócz Warszawy, biorą udział jeszcze 4 miasta: Bukareszt (Rumunia), Maribor (Słowenia), Courmayeur lub St. Vincent (Włochy) oraz Andorra la Vella (Andorra). Oceniane są m.in: wielkość i wyposażenie sali gry, jakość i cena noclegów i wyżywienia, łatwość dojazdu na miejsce zawodów, wsparcie jednostek rządowych i samorządowych, wysokość nagród oraz udogodnienia dla prasy. W przypadku, gdy różnica pomiędzy 2-3 najlepszymi oferentami jest mniejsza niż 10%, o wyborze zwycięzcy decyduje głosowanie wśród członków Walnego Zgromadzenia ECU.

W trakcie pobytu członkowie władz ECU zwiedzili ulokowany w samym centrum Warszawy hotel Novotel (4*), w którym uczestnicy mogliby zarówno mieszkać, jak i grać, hotel Marriott (5*), w którym mogliby zamieszkać goście mający większe wymagania, co do jakości zakwaterowania (leżący od hotelu Novotel w odległości zaledwie jednego przystanku tramwajowego) oraz hotel Etap (1*), oferujący skromnej jakości noclegi, ale za niewielkie pieniądze.

Władzom ECU zaprezentowano też alternatywne miejsca organizacji imprezy: halę Torwar oraz Narodowe Centrum Sportu, które jest budowane pod potrzeby Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w 2012 r.

W ramach wizyty odbyły się także spotkania z przedstawicielami jednostek rządowych i samorządowych, które jeszcze na etapie składania przez PZSzach oferty do ECU wystosowały listy polecające z deklaracją wsparcia projektu. Członków delegacji ECU przyjęli:

- Tomasz Półgrabski, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki,

- Wojciech Bartelski, Burmistrz Dzielnicy Warszawa Śródmieście m. st. Warszawy,

- Adam Krzesiński, Sekretarz Generalny Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Goście byli bardzo zadowoleni z wizyty, więc można liczyć na to, że oferta Warszawy zostanie zakwalifikowana do ostatecznej rozgrywki, tzn. głosowania delegatów ECU na Kongresie.

Ze strony PZSzach udział w spotkaniach wzięli: Tomasz Sielicki, prezes PZSzach, Agnieszka Fornal-Urban, wiceprezes zarządu PZSzach ds. współpracy z partnerami, Tomasz Delega, wiceprezes zarządu PZSzach oraz Sekretarz Generalny, a także Wojciech Gryciuk, dyr. Biura PZSzach.

Koszty pobytu delegacji ECU w Warszawie pokrył PZSzach oraz hotele Novotel i Marriott, koszty jej przelotu do i z Warszawy – ECU.





Dirk de Ridder i Horst Metzing oceniają wielkość sali gry w hotelu Novotel.




– Ile jest w sumie pokoi w Novotelu? – zapytał Horst Metzing (po środku). – 736, z czego większość to standardowe, jak ten, ale są też i apartamenty – odpowiada Przemysław Orchowicz (pierwszy z prawej), dyrektor ds. imprez w hotelu Novotel.



A tak można mieszkać w bardziej luksusowym hotelu Marriott.



W trakcie zwiedzania cała ekipa została zaproszona na lunch przez kierownictwo hotelu Marriott.



Podczas zwiedzania Torwaru, alternatywnego miejsca rozgrywek DME 2013, goście dyskutowali z Prezesem PZSzach m.in. o pojemności hali.



Narodowe Centrum Sportu, będące drugim alternatywnym miejscem rozgrywek, nie jest jeszcze gotowe, więc goście najpierw wysłuchali prelekcji na jego temat, a potem obejrzeli makietę.



Spotkanie z Wojciechem Bartelskim (pierwszy od prawej), Burmistrzem Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy. Pan Burmistrz jest zapalonym szachistą i szachy w jego gabinecie są zawsze wyeksponowane.



W gabinecie Tomasza Półgrabskiego (pierwszy od prawej), Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki, rozmawiano o ewentualnych dotacjach.



Spotkanie z Adamem Krzesińskim (pierwszy od prawej), Sekretarzem Generalnym Polskiego Komitetu Olimpijskiego, było okazją do podsumowania wizyty delegacji ECU w Polsce.



Na zakończenie spotkania Adam Krzesiński nie omieszkał oprowadzić gości po Muzeum Sportu, które mieści się w siedzibie PKOL.



W trakcie pożegnalnej kolacji gościom towarzyszyła Anna Budzanowska (po środku), dyrektor Departamentu Sportu Kwalifikowanego i Młodzieżowego w MSiT, Tomasz Sielicki (drugi z prawej), prezes PZSzach, oraz Tomasz Delega (pierwszy z prawej), wiceprezes oraz sekretarz generalny PZSzach.
 
 
WYWIAD Z IM JACKIEM TOMCZAKIEM
Data utworzenia: 2010-09-02 | Autor: Wojciech Przybylski | Odsłon: 474
"Grałem solidnie, ale bez fajerwerków"


Ma 20 lat i w swoim dorobku tytuł mistrza świata do lat 16 (Batumi 2006), drużynowego mistrza Europy do lat 18 (Szeged 2008),  niezliczoną liczbę medali mistrzostw Polski juniorów oraz zwycięstwa w międzynarodowych turniejach, m.in. Police 2009, 2010. W niedawno zakończonych mistrzostwach świata do lat 20 rozgrywanych w Chotowie zajął VIII miejsce, choć mogło być nawet lepiej! Jacek Tomczak, bo o nim mowa, jest studentem Politechniki Poznańskiej i w czasie wolnym od nauki odnosi szachowe sukcesy, nieustannie podwyższając swój ranking. 




Przede wszystkim gratuluję udanego występu w MŚ-20. Przez większą część turnieju zajmowałeś wysoką pozycję i po cichu liczyliśmy, że staniesz na podium. Z drugiej strony wypełniłeś normę arcymistrzowską. Jakie są Twoje odczucia co do występu oraz jaki był Twój cel przed mistrzostwami?

Patrząc chłodnym okiem wynik rzeczywiście jest dobry, by nie powiedzieć bardzo dobry - norma, kilkanaście oczek do elo i poprawienia miejsca w stosunku do listy startowej o 10 pozycji (z 18 na 8). Jednak biorąc pod uwagę przebieg turnieju pozostaje spory niedosyt. Wpadka z 11 rundy białymi z zawodnikiem 2400 przesądziła praktycznie sprawę medalu - szkoda, gdyż szansa była. No i ostatnia runda - można było w pewnym momencie 'dobić' przeciwnika, co przesunęłoby mnie o kilka miejsc. Nie lubię mieć za dużych oczekiwań wobec swojego wyniku - za sukces przed mistrzostwami uważałem pozycję w pierwszej dziesiątce, co się spełniło.


Którą z rozegranych partii uważasz za najlepszą?

Grałem solidnie, ale bez fajerwerków, więc trudno wskazać tę najlepszą partię. Osobiście cenię tę z ostatniej rundy - cieszącą oko grę na nierównym materiale i ciekawym ustawieniu, więc tym bardziej mi szkoda, że nie zdołałem (choć mogłem) jej wygrać.


Było nam bardzo miło, gdy w czwartej rundzie dwóch Polaków spotkało się na pierwszym stole (przyp. partia Tomczak - Świercz). Jak oceniasz przebieg tej partii oraz występ w mistrzostwach swojego młodszego kolegi?

Partia z Darkiem była bardzo ciekawa, po okresie dość wyrównanej gry Darek dostał poważne szanse na wygraną, ale przy skróconym czasie nie udało mu się ich wykorzystać. Bardzo cieszy wyśmienity występ Darka, tym bardziej, że ma on przed sobą jeszcze kilka lat podczas których może powalczyć w tych mistrzostwach o złoto. Pozostaje tylko trzymać kciuki za przekraczanie kolejnych barier rankingowych i dalsze sukcesy!


W przygotowaniach pomaga Ci arc. Włodzimierz Schmidt. Czy mógłbyś powiedzieć coś więcej o Waszej współpracy?

Moja współpraca z arcymistrzem Schmidtem sięga końcówki lata 2000 roku, gdy przygotowywałem się do Mistrzostw Świata do lat 10 w Oropessie... więc właśnie dobiega dziesięciolecia! Olbrzymie doświadczenie oraz szeroka i aktualna wiedza debiutowa, którymi arcymistrz Schmidt dysponuje pomagają mi w rozwoju.


Czy masz swojego ulubionego szachowego idola, np. mistrza świata oraz co, jako zawodnik pokolenia baz danych i programów szachowych, sądzisz o studiowaniu klasyki?


Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem niedawno opublikowany na stronach PZSzach wywiad z arcymistrzem Malakhovem, gdzie obala mity dotyczące trenowania. Z pewnością inny model treningu powinien przyjąć gracz klasy 2100, inny 2400, a jeszcze inny 2700. Sądzę, że zależność jest taka, że im gracz słabszy, tym ważniejsze i bardziej przydatne jest studiowanie klasyki. Nigdy nie miałem swojego 'idola', którego cechy bądź repertuar starałem się przyswoić - ważniejsze jest chyba to, by spróbować podpatrzeć jedynie to co najlepsze u każdego z mistrzów.


Jesteś studentem Politechniki Poznańskiej. Z tego też powodu nie wystąpiłeś w mistrzostwach Polski seniorów 2010. Czy w obecnych warunkach łatwo jest znaleźć czas na szachy?

Oczywiście jest trudniej znaleźć czas, zwłaszcza na wyjazdy, ale to nie oznacza, że nie mam czasu na trenowanie. Na razie przynosi efekty - podczas tego lata grałem tylko w 2 turniejach, ale zarobiłem niecałe 25 oczek (MŚ 20 oraz wygrany open w Policach).


Jakie są Twoje zainteresowania poza szachowe?

Muzyka, szczególnie polski rock, literatura fantasy i strategie komputerowe, zwłaszcza RTS-y. To wszystko przy dobrej herbacie.


W sobotę zaczyna się szachowa Ekstraliga, w której wystąpisz na pierwszej szachownicy w drużynie Pocztowca Poznań. Jakie są Twoje pozostałe szachowe plany na najbliższe miesiące?

Ekstraliga z pewnością będzie dla mnie bardzo trudnym turniejem, gdzie średni ranking dalece przewyższa mój. Podczas następnych kilku miesięcy moja szachowa aktywność ograniczy się do turniejów szachów szybkich oraz pojedynczych partii w sąsiednich ligach. Mam nadzieję zagrać w długim turnieju podczas przerwy semestralnej.



 
Dziękujemy za udzielenie wywiadu i życzymy kolejnych sukcesów, w tym zdobycia ostatniej,
brakującej normy do tytułu arcymistrza.
 
Z Jackiem Tomczakiem rozmawiał Wojciech Przybylski






 
WYWIAD Z WŁADIMIREM MAŁACHOWEM (2732 ELO)
Data utworzenia: 2010-08-26 | Autor: Wojciech Gryciuk | Odsłon: 853
Władimir Małachow ma 30 lat i jest obecnie 17. szachistą świata (ELO 2732). Do swoich największych sukcesów może zaliczyć: wicemistrzostwo Europy z 2003 i 2009 r., mistrzostwo Europy w szachach szybkich (Warszawa, 2009 r.), złoty medal w ekipie Rosji w Drużynowym Pucharze Świata w 2010 r. oraz powołanie do reprezentacji Rosji na zbliżającą się olimpiadę szachową w Chanty-Mansijsku.

Ranking 2700 po raz pierwszy przekroczył w wieku 22 lat. Twierdzi, że podstawowe wiadomości trzeba uzyskać będąc nastolatkiem. Jeśli potem chce się przejść na zawodowstwo, to trzeba zmienić rodzaj treningu i więcej czasu poświęcić na analizowanie debiutów, a nieco mniej na pracę nad grą środkową i nad końcówkami. Są to słowa zawodnika z perspektywy rankingu powyżej 2700.

W młodości Małachow intensywnie pracował pod kierunkiem wielu trenerów m.in. Archipowa i Drejewa. Obecnie intensywnie pracuje sam, ale, jak twierdzi, nie jest to droga do przebicia się do pierwszej „10” na świecie."

W trakcie Szachowego Turnieju Gwiazd (Warszawa, 24-30 maja 2010 r.), Władimir Małachow udzielił wywiadu, który z czasem rozrósł się w „wywiad-rzekę”. Poniżej wybrane najbardziej kontrowersyjne wypowiedzi:

"Nigdy nie miałem stałego trenera. Nie przypominam też sobie, by Rosyjska Federacja Szachowa organizowała kiedykolwiek jakieś zgrupowania szkoleniowe dla juniorów, nawet tych najlepszych, którzy, jak ja, zdobyli mistrzostwo świata juniorów"

„Od lat nie czytam żadnych książek szachowych, bo żeby zostać szachowym profesjonalistą, trzeba je wszystkie przeczytać jeszcze przed rozpoczęciem studiów wyższych”.

„Wstyd przyznać, ale nigdy nie korzystałem z żadnego z podręczników Dworeckiego ani nie studiowałem „Moich 60 partii” Fischera, co może oznaczać tylko tyle, że bez ich znajomości też można zostać arcymistrzem”.

„Nie korzystam też z podręczników debiutowych. Wiedzę o otwarciach czerpię wyłącznie z pracy z komputerowymi bazami danych”.

„Na rozwiązywanie kombinacji i studiowanie końcówek typu „W przeciwko G+p” szkoda mi po prostu czasu. Wolę analizować debiuty, śledzić nowe idee w partiach szachowej elity i... grać”.

"Mając do wyboru fizykę i szachy postawiłem na szachy. Naukowiec w Dubnej zarabia miesięcznie ok. 400 EUR, dobry szachista – 2-3 tys. EUR w zależności od siły gry".

„Przestrzegałbym jednak przed przechodzeniem na zawodowstwo szachistów z rankingiem poniżej 2600 ELO, bo dla nich wykonywanie tego zawodu będzie związane z określonymi problemami”.

„Żeby trafić do pierwszej 10. świata musiałbym stworzyć team, który by na mnie pracował, a to zmusiłoby mnie do kardynalnej zmiany stylu życia. Nie jestem pewien, czy byłbym wtedy bardziej szczęśliwy”.


Najlepszy fizyk wśród szachistów

z Władimirem Małachowem rozmawia Wojciech Gryciuk


Spodziewał się Pan wyniku 5-1 w meczu z mistrzem Polski, Mateuszem Bartlem, w czasie Szachowego Turnieju Gwiazd w Warszawie?

Nie. Myślałem, że wygram 3,5-2,5 lub 4-2. Wynik 5-1 był dla mnie dużym zaskoczeniem, bo Mateusz gra dużo silniej, niż to wynika z rezultatu. Pierwszą partię przegrał jednym grubym błędem i to mogło mieć wpływ na bardzo słabą grę w kolejnej partii, w której też poniósł porażkę. Gdyby jednak wygrał szóstą partię, na co miał duże szanse, wynik byłby bardziej sprawiedliwy. Nie wykorzystał jednak tej szansy i partia zakończyła się remisem, a wynik poszedł w świat! Na pocieszenie można powiedzieć, że cztery porażki, to kolosalny materiał do analiz, a o to przecież chodziło, bo mecz był treningowy, chociaż liczony do rankingu FIDE.
Mateusz zawiódł przede wszystkim białymi (=1-2). Słaby wynik czarnymi (=1-2), to z kolei efekt grania repertuaru debiutowego, który nie odpowiada chyba jego stylowi gry. Trochę mnie zaskoczył przestawieniem się na obronę Grünfelda, bo zwykle grywa obronę holenderską, ale akurat w tym debiucie często powstają pozycje na tyle łatwe do gry, że znajomość teorii nie odgrywa w nich specjalnej roli. A ja, ponieważ nie miałem zbyt dużo czasu na trening, tylko jeden wieczór mogłem poświęcić na przygotowanie białymi, jeden – czarnymi i jeden na analizę pewnej pozycji, która mogła zdarzyć się w meczu, a która mi się nie podobała. A brak czasu wynikał z tego, że miesiąc temu urodziła mi się druga córeczka (starsza ma 5,5 lat)...

Z wykształcenia jest Pan fizykiem. Jak to się stało, że zdecydował się Pan zostać zawodowym szachistą?

Specjalnych tradycji szachowych w mojej rodzinie nie było. Co innego, jeśli chodzi o fizykę, bo mój ojciec jest naukowcem, a mama wykładała fizykę na uniwersytecie w Dubnej, mieście słynącym ze znanego na całym świecie Instytutu Fizyki (2 godziny jazdy pociągiem z Moskwy). Grać w szachy nauczył mnie tata, gdy miałem 5 lat, ale w pierwszym turnieju wziąłem udział dopiero w wieku 7 lat. Szybko progresowałem, najpierw zostając mistrzem Rosji juniorów do 12 lat, potem wicemistrzem świata w tej samej kategorii (i to w wieku 11 lat), a rok później, czyli w wieku 12 lat – mistrzem świata do 14 lat.
To jednak nie juniorskie sukcesy przesądziły o zostaniu szachowym profesjonałem, bo w takich zawodach występuje z reguły zaledwie kilku dobrych szachistów i chociaż zwycięstwo jest miłe, to niewiele znaczy. Zresztą, więcej spektakularnych sukcesów jako junior nie odniosłem i dopiero uzyskanie kategorii arcymistrza w wieku 16 lat było sygnałem, że może jestem jakoś szczególnie utalentowany szachowo, a przekroczenie rankingu 2650 w wieku 17 lat tylko mnie w tym poglądzie utwierdziło. Mieszkając z rodzicami-fizykami w Dubnej było oczywiste, że będę studiować fizykę, ale o wyborze tego kierunku na Wydziale Obrony przesądziło to, że w ten sposób mogłem uniknąć 2-letniej służby w wojsku.

Odnosił Pan jakieś szczególne sukcesy naukowe w szkole?

Owszem, w XI klasie wygrałem I etap ogólnorosyjskiej olimpiady matematycznej, ale nie pojechałem na finał, bo… w tym terminie miałem zaplanowany turniej szachowy. Niestety, szkoła się za to na mnie obraziła.
Decyzję o zostaniu zawodowym szachistą podjąłem jednak dopiero po ukończeniu studiów w wieku 22 lat, kiedy to po raz pierwszy w życiu uzyskałem na liście ELO ranking powyżej 2700. Tym nie mniej zaraz po studiach zatrudniłem się w Instytucie Fizyki, który jednak regularnie szedł mi na rękę, jak chciałem wyjechać na zawody czy zgrupowania szachowe, co czasami przedłużało się do nawet 2-3 miesięcy. Cierpiała na tym fizyka i obecnie mogę o sobie powiedzieć, że jestem jedynie jej miłośnikiem, bo w Instytucie od dawna już nie pracuję.
Czy chciałbym wrócić do fizyki? Naukowiec w Dubnej zarabia miesięcznie ok. 400 EUR, dobry szachista – 2-3 tys. EUR w zależności od siły gry. Mógłbym, co prawda, wyemigrować do Włoch, jak moi rodzice (ojciec pracuje obecnie w Europejskim Centrum Badań Jądrowych CERN w Genewie i twierdzi, że ja mógłbym robić to samo), ale ja kocham Dubną, kocham Rosję i jakoś nie mam zamiaru się z niej wyprowadzić, chociaż życie wcale nie jest tu tanie. Moja rodzina wydaje na zaspokojenie swoich podstawowych potrzeb ok. 1 tys. EUR miesięcznie.

A kto miał największy wpływ na Pana sukcesy szachowe?

Będąc dzieckiem chodziłem na zajęcia do lokalnego klubu szachowego, potem trenerzy w sile II-I kat. dawali mi różne zadania do rozwiązania, podsuwali książki szachowe do przeczytania i kazali brać udział w turniejach treningowych. Najdłużej, bo przez 2 lata współpracowałem z pewnym kandydatem na mistrza, ale on nie mieszkał w Dubnej, więc kontakty były rzadkie.
Można więc powiedzieć, że nigdy nie miałem stałego trenera. Jedynie przed mistrzostwami świata do 14 lat GM Archipow pomógł mi zmodernizować mój repertuar debiutowy, dzięki czemu zdobyłem mistrzostwo, ale repertuar ten był dobry na przeciwników o rankingu 2500, a nie 2600-2650. Nie przypominam też sobie, by Rosyjska Federacja Szachowa organizowała wtedy jakieś zgrupowania szkoleniowe dla juniorów, nawet tych najlepszych, którzy reprezentowali Rosję na zawodach międzynarodowych. Na szczęście nie było wtedy komputerów, były za to książki szachowe i informatory, których studiowanie, moim zdaniem, dawało nie mniejsze korzyści.

Jaki to miało wpływ na ewoluowanie Pana repertuaru debiutowego?

Właściwy dobór repertuaru debiutowego jest kluczowy z punktu widzenia gry czarnymi. Jako junior przez wiele lat po 1.d4 grałem 1…c5. Niestety, dopiero po latach zdałem sobie sprawę z tego, że jest to słabe posunięcie, od razu oddające białym centrum i zapewniające im przewagę. Na 1.e4 grałem natomiast wczesnego Drakona (1.e4 c5 2. Sf3 g6), ale od pewnego poziomu, co było dla mnie dużym zaskoczeniem, po prostu przestał gwarantować mi wyrównanie. Wywnioskowałem stąd, że grając przeciwko silnym szachistom nie wolno od razu oddawać im inicjatywy i… postawiłem na klasycznego Drakona (2…Sc6) po 1.e4 oraz obronę słowiańską z a6 po 1.d4.
Był to przysłowiowy strzał w dziesiątkę! Słowiańska bardzo szybko daje wyrównanie, co na samym początku partii poprawia mi samopoczucie, a klasyczny Drakon jest dużo lepszy od przyśpieszonego, chociaż są tu, rzecz jasna, warianty, w których białe mogą postawić czarnym wiele problemów. Dlatego też, za namową Drejewa, zacząłem grać w obronie sycylijskiej wariant Rauzera, ale gdy okazało się, że nie odpowiada on mojemu stylowi gry, to na mecz pretendentów z Griszczukiem w 2007 r. przygotowałem wariant berliński w obronie hiszpańskiej. Co ciekawe, chociaż partia zakończyła się remisem, nie stosowałem go potem przez następne 1,5 roku! Im częściej ten wariant grywam jednak obecnie, tym lepiej widzę, że struktury partii hiszpańskiej znacznie bardziej odpowiadają mojemu stylowi gry niż obrona sycylijska, chociaż akurat w wariancie berlińskim białe mają spore szanse na uzyskanie przewagi.
Zupełnie inaczej wygląda budowanie repertuaru debiutowego przy grze białymi. Próbowałem już wszystkiego i, prawdę mówiąc, nie wiem, jak grając tym kolorem można obecnie uzyskać przewagę przeciwko klasowym przeciwnikom. Żeby stanąć lepiej w jakimkolwiek z wariantów, trzeba włożyć bardzo dużo pracy w studiowanie partii i analizowanie kluczowych pozycji. Niejednokrotnie okazuje się, że żeby uzyskać przewagę w okolicy 27 posunięcia, trzeba intensywnie pracować przez cały miesiąc! A ja tak nie lubię, bo nikt mi nie zagwarantuje, że włożona praca przełoży się na namacalne efekty. Dlatego stawiam na wszechstronność, przez co rozumiem zaawansowaną, chociaż może niezbyt głęboką wiedzę o najróżniejszych możliwych wariantach debiutowych. Wtedy pod konkretnego przeciwnika można wybrać po prostu taki, który będzie dla niego najbardziej nieprzyjemny. I to się sprawdza. W jednej z partii tegorocznego Pucharu Świata, przeciwko Mamedowowi z Azerbejdżanu, wybrałem pozornie mało obiecujący wariant debiutowy, ale który wybitnie nie pasował przeciwnikowi i wynik partii był przesądzony już po 10 ruchach!
Czarnymi, rzecz jasna, tak grać nie można, bo może się to skończyć szybko porażką. Czarnymi trzeba grać na wyrównanie.

Jak Pan pracuje nad szachami?

Chociaż miło wspominam współpracę z GM Drejewem przed meczem pretendentów z Griszczukiem w 2007 r., obecnie pracuję wyłącznie sam, wspierając się jedynie komputerem. Czy to się sprawdza? Tak, bo jestem zdyscyplinowany i po prostu wiem, co mam zrobić i w jakim czasie. Jak się jednak ma małe dziecko, to pracować można tylko wieczorami po 1-2 godz., ale i tak nie każdego dnia. Z reguły zaczynam od sięgania do Internetu po partie z komentarzami i zapoznawania się z nowymi ideami. Przez cały tydzień bez przerw zdarza mi się pracować tylko wtedy, gdy zaczynam analizować jakieś nowe warianty albo poszerzać ogólną wiedzę z zakresu teorii debiutów, chociaż wtedy nie wgłębiam się zbytnio w szczegóły - jeśli w jakimś wariancie gra jest równa, a przy tym statyczna, to nie warto jej dalej analizować. Co innego, jeśli pozycja jest ostra i dynamiczna, bo wtedy bez analiz trudno się obejść.

A co Pan sądzi o podręcznikach debiutowych?

Szkoda na nie czasu. Podstawą powinna być praca z komputerowymi bazami danych (ja używam Chess Assistenta i Rybkę). Jeśli interesuje nas jakaś pozycja, to najpierw trzeba z bazy wyselekcjonować wszystkie partie, w których zdarzyła się ona w pojedynkach graczy o rankingu powyżej 2600. Jeśli jest ich np. 500, to wtedy trzeba wybrać spośród nich z 50 najciekawszych i dogłębnie je przeanalizować z komputerem, szczególnie jeśli chce się wprowadzić do repertuaru jakieś nowe ruchy. Czasami może to zająć tydzień, czasami miesiąc. Reguły nie ma.

Przeczytał Pan ostatnio jakieś inne książki szachowe?

Przez 10 ostatnich lat żadnej, bo nie można zostać szachowym profesjonalistą, jeśli nie przeczytało się ich wszystkich wcześniej. Ja studiowaniem szachów zajmowałem się do 19. roku życia, bo potem nie miałem już na to po prostu czasu. Nie jestem w tym wyjątkiem – to samo mówi o sobie np. Adams.
Z młodych lat szczególnie cenię sobie przeczytanie „Mojego systemu” Nimzowitscha, komentarzy do meczu Botwinnik – Smysłow, 5-tomowego zbioru wybranych partii Botwinnika, Księgi Turniejowej „Nowy Jork 1924” z komentarzami Alechina oraz Księgi Turniejowej „Zurych 1953” z komentarzami Bronsteina. No i książki o końcówkach wieżowych Smysłowa i Lewenfisza, chociaż akurat w niej nie znalazłem niczego, czego bym wcześniej nie wiedział. W końcówkach ważna jest bowiem nie tyle znajomość teorii, którą można pozyskać z książek, co intuicja, której nie można się nauczyć, a która u mnie objawia się np. tym, że wszystkie końcówki „W+G przeciwko W”, jakie mi się zdarzyły w życiu wygrałem, jako strona silniejsza i zremisowałem, jako strona słabsza.
Słyszałem też, że ciekawa jest Księga Turniejowa „AVRO 1938” w wydaniu z 2006 r., ale do tej pory jakoś nie trafiła w moje ręce. Z periodyków szachowych regularnie przeglądam tylko „Sahovski Informator”, no i „64”, ale ten ostatni głównie dla plotek i newsów.
Wstyd przyznać, ale nigdy nie korzystałem z żadnego z podręczników Dworeckiego ani nie studiowałem „Moich 60 partii” Fischera, co może oznaczać tylko tyle, że bez ich znajomości też można zostać arcymistrzem.

No, ale jakieś kombinacje chyba Pan od czasu do czasu rozwiązuje?

W ogóle! I może dlatego od czasu do czasu podstawiam figury. Powiem tylko, że mam dobrą pamięć i jak raz widzę jakąś ciekawą pozycję, to ją zapamiętuję na zawsze. Jeśli chodzi natomiast o partie, to w całości pamiętam tylko te kluczowe, bo po co zaśmiecać sobie umysł tymi mniej ważnymi?
W ogóle nie pracuję też nad końcówkami. Poświęcić tydzień na studiowanie końcówki „W – G+p”, która w partii praktycznej może się zdarzyć raz na 10 lat? To mało praktyczne. Lepiej poświęcić ten czas na analizę debiutów, co może mieć istotny wpływ na poprawienie rezultatów w najbliższych zawodach. Takie podejście do treningu stosuje wielu zawodników najwyższego poziomu i może dlatego w wielu granych przez nich jakichś nietypowych końcówkach zdarzają się „komedie omyłek”. Nie oznacza to, że elita nie ma w ogóle wiedzy o końcówkach. Pożytek ze znajomości jakichś wyjątkowych ma jednak minimalny wpływ na wyniki, a jeśli nawet raz nie uda się wygrać jakiejś wygranej, albo zremisować remisowej, to jeszcze nic strasznego się nie dzieje, bo one w karierze zawodników zdarzają się incydentalnie.
Podsumowując, jeśli szachowy profesjonalista chce progresować, musi skupić się w pracy nad 3 rzeczami: nieustannym dopracowywaniu swojego repertuaru debiutowego czarnymi i poszerzaniu swoich horyzontów debiutowych przy grze białymi, śledzeniu za nowymi ideami w bieżących partiach elity, no i na samej grze, bo bez tego progresowanie nie jest możliwe!

A warto grać w szachy szybkie bądź błyskawiczne?

Tylko w szybkie, bo pozwalają wyrobić umiejętność szybszego podejmowania decyzji. No i pomagają promować szachy, bo mało który kibic jest w stanie wytrzymać 6-godzinne rundy. A na blitze szkoda po prostu czasu.

Co Pana najbardziej pociąga w szachach?

Sama gra, którą kocham nade wszystko! W dalekiej przyszłości nie wykluczam zajęcia się trenerką (także przez Internet), ale o pisaniu książek czy artykułów o szachach nawet nie myślę, bo nakład sił nie przekłada się na profity, a ja jestem z natury bardzo praktyczny. Co innego starty w zawodach. Uwielbiam mieć inicjatywę i tego typu pozycje rozgrywam bardzo silnie, z kolei dużo słabiej gram wtedy, gdy to przeciwnik ma inicjatywę w złożonej pozycji albo uzyskał atak na mojego króla. Żadnych problemów nie mam natomiast w końcówkach, ale to, jak mówiłem wcześniej, kwestia intuicji.

Jaki, Pana zdaniem, ranking gwarantuje szachiście „ustawienie się” w życiu?


Dopiero powyżej 2700. Przed przechodzeniem na zawodowstwo szczególnie przestrzegłbym młodych szachistów z rankingiem 2550-2600, bo dla nich wykonywanie tego zawodu będzie związane z określonymi problemami. Po pierwsze dlatego, że szachy to nie tak bogaty sport, jak np. piłka nożna, a po drugie, że na tym poziomie jest ogromna konkurencja. Dla tej grupy zawodników odpowiedź na pytanie, czy szachom należy nadal poświęcać wszystkie swoje siły i czas, powinna brzmieć „nie”. Jeśli jest szansa odnieść sukces w innych sferach życia, bezwzględnie należy z niej skorzystać. I o tym nawet wunderkindy nie powinny zapominać.

Ostatnio ciągle Pan progresuje. Czy ma Pan ambicje trafić do pierwszej dziesiątki szachistów świata?

Musiałbym lepiej znać się na debiutach, ale nad tym trzeba długo pracować, szczególnie, jeśli pracuje się w pojedynkę. A ja o pracy w zespole nie marzę, bo wyżej cenię sobie życie rodzinne. Stworzenie teamu, który by na mnie pracował zmusiłoby mnie do kardynalnej zmiany stylu życia i nie jestem pewien, czy byłbym wtedy bardziej szczęśliwy.

Żona pracuje?

Obecnie nie, bo wychowuje dzieci, ale z wykształcenia jest nauczycielką angielskiego. Jak mamy trochę czasu, uwielbiamy kontakt z przyrodą, co akurat w Dubnej jest możliwe już po wyjściu z podwórka na ulicę. Lubimy też oglądać telewizję, a szczególnie programy sportowe (ja – hokej, piłkę nożną, koszykówkę i snooker, a żona – jazdę figurową na łyżwach, gimnastykę i biathlon). A jak jestem zmęczony, to relaksuję się czytając książki o fizyce, bo powieści – głównie kryminały Agathy Christie – czytam tylko w podróży.

I ostatnie pytanie. Jak się ma Rosyjska Federacja Szachowa po burzliwym posiedzeniu Zarządu w maju 2010 r.?

Teraz jest już wszystko w porządku. W lutym odbyły się wybory do Zarządu Rosyjskiej Federacji Szachowej. W. Dworkowicz został Prezesem Zarządu, a Bach – Dyrektorem Generalnym. Zgoda była do czasu rozpoczęcia się kampanii przed zbliżającymi się wyborami do władz FIDE. Dworkowicz w pisemnej formie poparł K. Iljumżinowa, a Bach – A. Karpowa. Bomba wybuchła 14 maja, kiedy to 17 z 32 członków zdecydowało się w ostatniej chwili zmienić miejsce posiedzenia Zarządu, ale ponieważ nie wziął w nim udziału Dworkowicz, obrady były nieważne – w szczególności dotyczyło to wsparcia A.Karpowa przed Federację. Od tego momentu zaczęła się wojna, o czym ze szczegółami można przeczytać w internecie. Ostatecznie obie strony, tzn. Bach i Dworkowicz, dogadały się, w wyniku czego Bach na własne życzenie zrezygnował 10 lipca 2010 r. z pełnienia funkcji Dyrektora Generalnego. Trzeba jednak w tym miejscu powiedzieć, że zgodnie ze statutem Rosyjskiej Federacji Szachowej, Prezes Zarządu nie może odwołać Dyrektora Generalnego, bo można to zrobić jedynie w trakcie nowych wyborów do Zarządu albo na własne życzenie Dyrektora. Dlatego aż 2 miesiące zajęło rozwiązanie tego problemu. Obecnie nowym Dyrektorem Generalnym jest Lewitow, przyjaciel Dworkowicza, a Federacja wspiera kandydaturę Iljumżinowa na Prezydenta FIDE. I o żadnych sporach wewnątrz Federacji już się nie słyszy.

 
CHESS CAN BE COOL - TOMASZ SIELICKI
Data utworzenia: 2010-08-24 | Autor: Piotr Murdzia | Odsłon: 948
Zamieszczamy link do wywiadu z Prezesem Polskiego Związku Szachowego, Tomaszem Sielickim, który w zbliżających się wyborach do władz ECU bierze w nich udział wraz z  ekipą Silvio Danaiłowa.
Silvio Danaiłow kandyduje na  Prezydenta ECU, a Tomasz Sielicki na stanowisko Wiceprezydenta ECU.


Czytaj wywiad   (j. ang.)
 
LIGI - SKŁADY DRUŻYN
Data utworzenia: 2010-08-23 | Autor: Dorota Rzepecka | Odsłon: 2042
Informujemy, że składy drużyn na rozgrywki ligowe seniorów są dostępne na stronie ChessArbiter:

EKSTRALIGA - składy drużyn

I LIGA - składy drużyn

II LIGA - składy drużyn (lista w trakcie aktualizacji)

 
BIOGRAFIA MIECZYSŁAWA NAJDORFA
Data utworzenia: 2010-08-20 | Autor: Wojciech Gryciuk | Odsłon: 856
Ukazała się biografia jednego z najwybitniejszych polskich szachistów pt. "Najdorf: Od Warszawy do Buenos Aires", autorstwa prof. Tadeusza Wolszy. Książka została opublikowana z okazji 100. rocznicy urodzin mistrza, a premierę miała na Turnieju im. M. Najdorfa (17-25 lipca 2010 r.). Wydawnictwo Penelopa wydało ją dzięki dotacjom PZSzach oraz Fundacji BRE Banku.

Szachowa kariera Mieczysława Najdorfa (1910-1997) trwała ponad 60 lat. Dwa razy brał udział w turniejach kandydatów do tytułu mistrza świata, 15 razy występował na olimpiadach szachowych (4 razy w barwach Polski, a 11 - w barwach Argentyny), odniósł zwycięstwa w wielu turniejach. Był mistrzem symultan "na ślepo", a do historii przeszedł jako autor "wariantu Najdorfa" w obronie sycylijskiej. Miał okazję grać z 11 mistrzami świata, z wieloma z nich wygrywając. Jego credo życiowe brzmiało:

"To szachy nauczyły mnie żyć, poniewać nauczyły mnie przegrywać".

Niezwykle barwna biografia Najdorfa liczy 96 stron i składa się z 3 części. W pierwszej opisano jego polskie losy do wybuchu II wojny światowej w 1939 r., kiedy to, znajdując się z reprezentacją Polski na olimpiadzie szachowej w Argentynie, podjął decyzję o pozostaniu w niej na dłużej. Druga opisuje jego dalsze dzieje, kiedy to od emigranta, nie znającego języka hiszpańskiego, doszedł do pozycji nie tylko jednego z najwybitniejszych szachistów świata, ale także jednego z najbogatszych biznesmenów Argentyny. W trzeciej zaprezentowano 24 najciekawsze partie ze spuścizny "Maestro Miguela", jak nazywano go w Argentynie, w większości z jego własnymi komentarzami, w tym prestiżowe zwycięstwa nad mistrzami świata: Botwinnikiem, Euwem, Talem, Petrosjanem, Spasskim i Fischerem. Książkę uzupełnia 20 kombinacji z partii Najdorfa do samodzielnego rozwiązania.

Premierowemu wydaniu książki towarzyszyła wystawa poświęcona pamięci Mieczysława Najdorfa, autorstwa Tomasza Lissowskiego i Wojciecha Gryciuka. Poniżej kopie plansz (do ściągnięcia i do obejrzenia), które w oryginale są wielkości 140 cm x 100 cm.

Cena książki: 20 zł. Koszty przesyłki: 1-2 egz. - 3 zł; 3-5 egz. - 5 zł. Przy zamówieniach powyżej 5 egz. koszty przesyłki ponosi PZSzach. Wystawiamy rachunki!!!

Książkę można kupić w biurze PZSzach (info pod tel. 22 841-41-92) lub przesyłając zamówienie na adres biuro@pzszach.org.pl oraz dokonując wpłaty na konto:

Polski Związek Szachowy
34 1060 0076 0000 3200 0071 8184
Bank BPH S.A.

 
WYWIAD Z RADOSŁAWEM WOJTASZKIEM
Data utworzenia: 2010-08-16 | Autor: Wojciech Przybylski | Odsłon: 860
Na taką wiadomość polskie środowisko szachowe czekało z pewnością od dawna. Po wielu latach przerwy, wreszcie mamy zawodnika z rankingiem ELO ponad 2700! Zaczęło się od wygranego openu we Wrocławiu, następnie silnej kołówki w Pampelunie. Radosław Wojtaszek, bo o Nim mowa, w ostatnich dniach gromił rywali w lidze hiszpańskiej i osiągając cztery i pół punktu na pięć rozegranych partii, dał nam powody do radości. Polski Związek Szachowy składa Radkowi serdeczne gratulacje z powodu wspaniałych sukcesów w ostatnich turniejach i mocno trzyma kciuki za kolejne starty. Zaraz po zakończeniu hiszpńskich zmagań Radek zgodził się odpowiedzieć na kilka poniższych pytań.



WP: Który z ostatnich udanych dla siebie występów cenisz sobie najbardziej i dlaczego?

RW: Z pewnością najbardziej wartościowy był triumf w Pampelunie, ponieważ był to najsilniej obsadzony z turniejów,     które grałem w ostatnim czasie. Do tego doszła wygrana partia z Aleksandrem Morozevichem, co samo w sobie było dużym sukcesem.


WP: Wlasnie wirtualnie przekroczyłeś barierę rankingową 2700. Gratulacje! Jaki jest Twój następny szachowy cel?

RW: Dziękuję, choć trzeba przyznać, że w większości grałem ze słabszymi zawodnikami. Staram się za daleko nie wybiegać w przyszłość, póki co koncentruję się na kolejnych turniejach, gdzie będę starał się potwierdzić, że przekroczenie tej granicy nie było przypadkiem.

WP:  Jak uwazasz, jaki element w Twojej grze uległ poprawie na przestrzeni ostatniego okresu, który zdecydował, że zacząłeś odnosić spektakularne sukcesy?

RW: Ciężko znaleźć jeden element, wydaje mi się że na moje ostatnie wyniki złożyło się kilka czynników - dużo nowych i bardzo cennych doświadczeń wyniosłem z sekundowania Vishemu Anandowi. Po drugie, bardzo intensywnie trenuję pomiędzy ostatnimi turniejami. Wiadomo także, że sukcesy dodatkowo motywują i dodają wiary we własne umiejętności co na pewno pomaga w grze.

WP:  Czy występując jako zawodnik w ostatnich turniejach korzystałeś z pomocy jakiegoś sekundanta, czy też opierałeś się wyłącznie na współpracy, jaka zawiązała się między członkami teamu Ananda?

RW: Nie mam żadnego sekundanta, w obecnej sytuacji nie widzę takiej potrzeby. Z drugiej strony nie można także powiedzieć, że opierałem się tylko na współpracy naszego teamu, ponieważ tak jak już powiedziałem, dużą część pracy wykonałem ostatnio samodzielnie, także na turniejach głównie sam przygotowuję się do kolejnych partii.

WP: Na czym według Ciebie polega podstawowa różnica w sile gry zawodnika z rankingiem 2700 i 2600?

RW: Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, chyba to zależy od konkretnego przypadku, jeden liczy lepiej warianty, drugi ma lepsze zrozumienie pozycji. Natomiast to z kolei bierze się z faktu, że najlepsi zawodnicy trenują dużo więcej niż inni.

WP: Ile czasu w ciągu dnia przeznaczasz na szachy i jak obecnie wyglądają Twoje treningi?

RW: Przede wszystkim nie trenuję codziennie, wydaje mi się to mało praktyczne. Natomiast jeśli już trenuję to przeważnie jest to około 10 godzin dziennie, czasem mniej, czasem więcej. Oczywiście teraz jest to mniej, ponieważ dość sporo gram i potrzebuję jednak trochę odpoczynku. Pomiędzy turniejami głównie analizuję ostatnio grane partie i rozwiązuję sporo kombinacji. Na większą pracę przyjdzie czas po olimpiadzie, kiedy będę miał dłuższą przerwę w startach.

WP:  Czy obserwujesz rozgrywanie w Polsce mistrzostwa świata do lat 20? Jeśli tak, to co sądzisz o dotychczasowej grze swoich młodszych kolegów i koleżanek?

RW: Oczywiście, do tego bardzo dobrze, że tak prestiżowa impreza odbywa się w Polsce. Cieszę się, że dobrze grał Darek Świercz. Oprócz tego obserwowałem grę Kamila Draguna i Kacpra Pioruna, których uważam za bardzo utalentowanych graczy. Co do dziewczyn, to kilka "kręciło" się w czołówce, ale na sukcesy do lat 20 trzeba jeszcze poczekać. Można natomiast optymistycznie patrzeć w przyszłość, przecież niedawno moi młodsi koledzy wygrali DME juniotów w Pardubicach.

WP: Wystąpisz na pierwszej szachownicy w reprezentacji Polski na olimpiadzie w Khanty-Mansyijsku. Jak oceniasz skład i szanse Polaków?

RW: Dla mnie będzie to test i turniej, który da odpowiedź na pytanie na jakim poziomie obecnie jestem. Wydaje mi się, że nasz skład wygląda dość interesująco, jesteśmy w dobrej formie, a to, w połączeniu z dobrą atmosferą, która panuje w drużynie pozwala realnie myśleć o Top 10.

WP: Jakie są Twoje pozostałe szachowe plany na najbliższe miesiące?

RW: Na początku września gram w polskiej ekstralidze w drużynie Polonii Wrocław, później oczywiście Olimpiada, po jej zakończeniu będę miał dłuższą przerwę w startach, którą wykorzystam na solidny trening.


Z Radosławem Wojtaszkiem rozmawiał Wojciech Przybylski.
 
KLUBY DOTKNIĘTE POWODZIĄ
Data utworzenia: 2010-08-17 | Autor: Dorota Rzepecka | Odsłon: 618
Prosimy Wojewódzkie Związki Szachowe o zebranie informacji, czy w ich regionach są kluby szachowe, które ucierpiały z powodu powodzi. Przedstawicieli klubów prosimy o kontakt z odpowiednim Wojewózkim Związkiem Szachowym.

Dane prosimy przesyłać do końca sierpnia. Polski Związek Szachowy podejmie starania, aby zebrać środki na pomoc.


 
ZAPROSZENIE NA TURNIEJ DO NEPALU
Data utworzenia: 2010-08-10 | Autor: Wojciech Przybylski | Odsłon: 507
Publikujemy komunikat turnieju w Nepalu "The Himalayan Grand Masters Chess Tournament 2010", który odbędzie się w dniach 8-14 września w Katmandu.

Szachiści z tytułami GM, WGM, IM, WIM, FM i WFM oraz wszyscy gracze z ELO powyżej 2350 maja zagwarantowane zakwaterowanie i wyżywienie na koszt organizatora, a zawodnicy powyżej ELO 2200 - darmowe zakwaterowanie.



 
znalezionych: 118 na 12 stronach
<<< poprzednia -   1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11   - następna >>>
Aktualnie online 53 gości